Boho

Marta Greber

Martę poznałam przez… Instagram. Urzekły mnie urywki codzienności jakie pokazuje na swoim blogu. Proste, piękne i przyjemne chwilę, na które tak często nie znajdujemy czasu w biegu między pracą o domem. Przypadek pchnął nas ku sobie i spotkałyśmy się w Lizbonie. Marta z maleńką Mią i mężem spędzała wiosnę właśnie tam, a my postanowiłyśmy wyjść słońcu na przeciw w miejscu, gdzie pojawia się najwcześniej. Marta z wykształcenia jest prawnikiem, ale serce zdecydowało, że w życiu zajmie się czymś innym. Kilka lat temu wyjechała z Polski, żeby zamieszkać Sydney, a po kilku latach trafiła do Berlina, który teraz jest jej domem. Prowadzi blog http://whatshouldieatforbreakfasttoday.com i koniecznie zerknijcie tam zaraz, żeby zobaczyć jakimi chwilami i smakami dzieli się ze światem. Zaraża uśmiechem jak mało kto, jest ciekawa świata i ludzi, ciągle zadaję pytania i naprawdę czeka na odpowiedź. Moi mili..poznajcie Martę Greber

zdj. Paulina Pajka

Jump to interview

10 9 8 7 6 5 4 3 2

Czemu śniadania?

Bo lubię poranki. A tak na prawdę, bo to ta część dnia, na którą mam (lub miałam w czasach przed Mią) wpływ i którą mogę zaplanować. Zazwyczaj to właśnie poranki możemy z Tomaszem wspólnie spędzić, a później już nic nie wiadomo. On może pracować lub ja, może się okazać, że gdzieś trzeba biec.

Jak wygląda Twój dzień?

Obecnie życie pomiędzy karmieniami. Uczę się nadal Mii, chociaż wiem mniej więcej kiedy nadchodzi pora jej drzemki i wtedy mogę zrobić coś konkretnego. Ale śniadania nadal są. Dziewczyna chyba wie, że z tym nie może walczyć, grzecznie siedzi w swoim siedzeniu i z tolerancją obserwuje moje poczynani. Gorzej jest, gdy przychodzi pora na robienie zdjęć, bo cierpliwość Mii się wtedy zazwyczaj wyczerpuje. Potem kilka godzin poza domem, chodzenie po mieście, tu się dużo nie zmieniło. A wieczorem padam na łóżko i liczę, że Mia będzie spała i spała i spała.

-Zanim powstał blog kulinarny, dzieliłaś się z czytelnikami wrażeniami z podróży… Jakie są dalsze losy http://goldentimesnewwoman.com?

To ciężkie pytanie, kilka lat pisałam tego bloga i zwyczajnie go lubię. Z tym, że nie do końca mam na niego czas. Od ostatniego wpisu dużo się wydarzyło – Japonia, Berlin, narodziny Mii, Portugalia… czekają cierpliwie na odpowiedni moment. Mam nadzieję, że się doczekają, bo kiedyś posadzę Mię przed komputerem i powiem “czytaj”. Często wracam do tego bloga, to ciekawy kawałek mojego życia i mam nadzieje, że będzie tam jeszcze wiele wpisów.

Mieszkasz na stałe w Berlinie, ale ciągle podróżujesz. Od kilku miesięcy towarzyszy Ci maleńka Mia. Jak to teraz wygląda?

Zdecydowanie jestem bardziej zorganizowana. Poza tym muszę pamiętać o niezbędnikach, czyli komplecie do przewijania, moich piersiach i secie ubrań na zmianę dla Mijki i mogę spędzać całe dni na mieście. Kiedyś nie potrzebowałam nic planować, wystarczyło, że błądziłam, w ten sposób znajdowałam najciekawsze rzeczy. Teraz o określonej porze (karmienia) powinnam się znaleźć gdzieś, gdzie Mia może przystąpić do akcji. W Portugalii było to wyjątkowo łatwe, siadałam na schodach i już. W Berlinie przy niskich temperaturach jest czasem bardziej skomplikowanie. Także siedzenie w kawiarniach skróciło się czasowo, bo jak Mia nie ma na to ochoty, to i ja nie posiedzę. Zmieniło się podejście do sposobu podróżowania. Kiedyś korzystałam z Couch surfingu i było mi wszystko jedno gdzie śpię, bo i tak nie spędzałam w tym miejscu dużo czasu, wybierałam najtańsze środki transportu, odwiedzałam ekstremalne miejsca. Teraz istotne są warunki, bo Mia. Lizbona to było tak na prawdę pierwsze doświadczenie, ale spisuję je na plus.

Co myślisz o Lizbonie?

Zjawiskowe miasto, każdy zakamarek kryje coś ciekawego, niezwykłego. Jedyne co może nie do końca mi podeszło to kultura kawy, bo osobiście nie piję espresso. Ach i czemu kawiarnie otwierają od 10-11, kiedy kawa dobrze smakuje i o 6 rano.

Jak czułaś się w roli Boho Girl?

Wspaniale! Ubrania były piękne, Małgosia pozwoliła mi odetchnąć i przejęła Mię, zaś z Pajką tak mi się miło rozmawiało, że nie wiedziałam kiedy robi zdjęcia. Myślę, że każda dziewczyna miała takie marzenie, by stać się modelką na jeden dzień. Moje się spełniło. Dodatkowo doświadczenie tego w Lizbonie dodało wszystkiemu smaczku, a ponieważ jesteśmy w tym mieście totalnie anonimowe, całemu zdarzeniu towarzyszył całkowity relaks.

Jaki opisałabyś swój styl? Czego nigdy byś nie założyła?

Nie mam pojęcia czego bym nie założyła, nic nie przychodzi na myśl. Nacodzień mieszkam w Berlinie, a tu wszystko jest dozwolone, włącznie ze spacerem w piżamie do supermarketu. Mój styl bardzo się zmienił na przełomie lat. Kiedyś szpilki i kostiumy, teraz wygodne buty i głównie spodnie. Często chodzę w ubraniach Tomasza (chłopak na dobry gust) i lubię minimalizm. Chociaż dodam od czasu do czasu i szalony element.

Czy masz jakieś urodowe rytuały?

Dbam bardzo o zęby, codziennie nitkuję, to ponoć inwestycja w przyszłość. I używam co wieczór Midnight Recovery Oil Kiehlsa – cudowny płyn. To by było na tyle.