Boho

Mamaloona dla Boho

My Kobiety mamy moc. Ta moc nie pochodzi z zewnątrz, nie może nam jej nikt dać, nie znajdziemy jej gotowej jako produkt do kupienia, tym samym nikt nie może nas tej mocy pozbawić. Jest ona w nas, połączona z naszymi ciałami od początku naszego istnienia.

Jest zmienna jak samo życie, kreuje nas i wprowadza w nowe etapy. Możemy jednak o tej mocy zapomnieć, ukryć ją przed światem i udawać, że nie istnieje. Jednak prędzej czy później da nam o sobie znać. Dawniej Kobiety przekazywały sobie informację o tym z pokolenia na pokolenie. W niektórych tradycyjnych społecznościach nadal ma miejsce wprowadzanie dziewczyn w tajniki kobiecości. Jednak w naszej kulturze w którymś momencie ta tradycja została przerwana. Nikt mi nie powiedział, że kobiecość można celebrować, że moje ciało to świętość, że mogę poznać jego różne fazy. Na szczęście jest jakaś cząstka w nas, która nie ulega zapomnieniu i wręcz prosi aby zwrócić się w jej kierunku. U każdej z nas może się to zdarzyć w zupełnie inny sposób, jeśli tego doświadczyłaś to wiesz co mam na myśli. Całkiem niedawno odkryłam korelację naszych ciał, naszego cyklu z fazami Księżyca i całkowicie mnie to pochłonęło. Bo to, że Księżyc wpływa na naszą planetę uczą nas w podstawówce, ale o tym, że jest również połączony z nami – wie i doświadcza bardzo mało osób. Okazuje się, że ta piękna świecąca kulka na niebie może być naszym kobiecym drogowskazem. Jest ona tam od początku istnienia ludzkości i cały czas wyznacza ten sam rytm. Jak często spoglądasz na Księżyc i czy zdajesz sobie sprawę jaka dziś jest faza? To samo pytanie mogłabym zadać odnośnie Ciebie – jak często widzisz/słuchasz swoje ciało i czy wiesz w jakim momencie swojego cyklu jesteś? Ja nie zawsze wiedziałam, oprócz miesiączki oczywiście bo tego się nie da przeoczyć. Ale od jakiegoś czasu, kiedy wiem w której fazie Księżyca mam okres, mogę podążać tropem srebrnej kulki i orientować się co się dzieje w moim ciele, umyśle i duszy. Wyobraź sobie czasy, w których nie było sztucznego oświetlenia a rytm życia wyznaczało nam słońce. To były czasy, kiedy ludzie żyli w społecznościach a nie zamkniętych mieszkaniach, dlatego Kobiety dużo czasu spędzały w swoim gronie. Były tak zestrojone ze światem i ze sobą nawzajem, że miesiączkowały w podobnym czasie. Na pewno każda z Was mogła chociaż przez chwile doświadczyć wspólnego zestrojenia cyklów z innymi Kobietami, zamieszkując tę samą przestrzeń. Mi osobiście zdarzyło się to wiele razy i uważam, że jest to niesamowicie magiczne doświadczenie! Wracając do przeszłości – Kobiety miały nawet miejsce do którego udawały się na tę parę dni, nazywało się ono Czerwonym Namiotem. Okres Kobiet przypadał na nów. To moment kiedy nie widzimy na niebie Księżyca, ale wiemy, że nie zniknął na zawsze, tylko powoli będzie się odradzał na nowo. To samo dzieje się w naszych ciałach a także psychikach. Schodzimy do najodleglejszego miejsca wewnątrz nas, żeby odrodzić się na nowo. To ważne, żeby w tych dniach pozwolić sobie na wypoczynek, chwilowe odosobnienie. Zwróćcie uwagę na wasze sny! To moment kiedy jesteśmy najbliżej swojej podświadomości i możemy dostać wiele wskazówek. Nasze ciało się oczyszcza, żeby zaraz zacząć nowy cykl! Księżyca na niebie przybywa a nasza energia rośnie, żeby dojść do kulminacyjnego momentu jakim jest owulacja. Wtedy czujemy się najatrakcyjniejsze, pełne witalności, świecimy po prostu jak La Luna na niebie. Z biologicznego punktu widzenia – wiadomo czemu tak się dzieje, jednak żadna z nas nie chce z każdym cyklem zajść w ciąże, czy też w ogóle kiedykolwiek zachodzić w ciąże. Bez względu na to, przechodzimy przez ten cykl wiele razy w swoim życiu i możemy czerpać z niego energię i wiedzę na temat nas samych. Księżyc pokazuje nam, że mamy różne momenty w ciągu cyklu. Jest moment zejścia głębiej, co ma miejsce po owulacji/pełni, stajemy się coraz bardziej wycofane, nie mamy tyle siły co tydzień temu. I to jest okej! Nie ma co z tym walczyć, nie zatrzymamy Księżyca tak samo nie zatrzymamy tej energii wewnątrz nas, która potrzebuje wyciszenia i regeneracji. To zazwyczaj najtrudniejszy moment w kobiecym cyklu, często mówi się o PMS’ie (sama tego doświadczałam i była to dla mnie najdłuższa faza w miesiącu), z mojego doświadczenia wiem, że nasilało się to zawsze wtedy, kiedy chciałam się czuć inaczej – bardziej produktywnie, atrakcyjniej, nie marudząco… A co jeśli by tak podążyć za Księżycem i zaufać, że zaraz znowu z tego wyjdziemy bo tak jest, tak się dzieje CO MIESIĄC? Nasza kultura narzuca nam taki wzorzec produktywności i bycia pełną energii cały czas. Dlatego kiedy idziemy w kierunku nowiu zaczynamy mieć wyrzuty, że coś z nami nie tak. Przypomnij sobie następnym razem, że wszystko jest na miejscu. Że my Kobiety falujemy jak ocean, nie zawsze jesteśmy na szczycie i czasami trzeba opaść, żeby znowu się wznieść do góry. Akceptujmy wszystkie fazy cyklu i dzielmy się między sobą również tą mroczniejszą stroną nas samych bo Księżyc na niebie nie świeci cały czas w pełni

Jeśli czujesz, że chciałabyś zgłębić ten temat to zapraszam Cię w sierpniu na kobiece spotkanie Ziołowo-Księżycowe, które odbędzie się w Górach Suchych. Więcej informacji wkrótce na fanpejdżu mamaloona (link) lub po prostu pisz co Ci gra w duszy, lubię czytać kobiece opowieści: samia.grabowska@wp.pl

78c91a2248b915f804ffdaae70ced592 ff831bd870e863b06c3efa08734a22bb-57f2c202e6f44 lacabezaenlasnubes_5

Open’er Festival

Sezon festiwalowy oficjalnie rozpoczął się już dobre ponad miesiąc temu, wszystkim dobrze znanym festiwalem Coachella.Co roku w kwietniu cześć kalifornijskiej pustyni zamienia się w światową stolice nie tylko sztuki i muzyki, ale i festiwalowej mody.

Myśląc o festiwalowej modzie, Coachella przychodzi do głowy jako pierwsza. Ale Polska scena bez wątpienia może poszczycić się własnym liderem, jeśli chodzi o wakacyjny festiwalowy styl. Numerem jeden zdecydowanie jest Opener Festiwal. Od 1. lipca Gdynia przez 4 dni będzie najlepszym miejscem dla fanów muzyki. Zielone pola lotniska Gdynia Kosakowo wypełnia się basowymi uderzeniami muzycznych występów oraz setkami festiwalowych looków. Uderz w festiwalowy nastrój razem z nami, wysłuchaj występu naszych przyjaciół z Domowych Melodii i tańcz przy zachodzącym słońcu z jedną z naszych ukochanych artystek Elliphant. No i oczywiście w chwili przerwy od cieszenia się festiwalową sielanką, odwiedź nasze BOHO stoisko w strefie mody. Dziewczyny na Opener’a nie zapomnijcie ani kaloszy, ani stroju kąpielowego. Lato nad polskim morzem może nas zaskoczyć.

Wybierz swój festiwalowy look na

http://boho.lu/store/

Boho płaszcz

Wiosna właśnie rozkwita w najlepsze, lato zacznie się lada chwila, ale wciąż nie nadszedł moment kiedy możemy się obejść bez czegoś do zarzucenia na ramiona.

Chociaż każdy dzień jest trochę cieplejszy, a słońce zaczyna świecić coraz mocniej, ostatnie wieczory wciąż przypominają o zimowym chłodzie. Na wiosenne przebudzenie nie ma lepszego wyjścia niż lekki oversize’owy boho płaszcz. Jego prosty krój nadaje więcej kobiecego szyku niż mogłoby się wydawać, gdy oglądamy go na wieszaku. Męski look z delikatnością i kobiecą nutą. Podwinięte rękawy i luźny krój przypominają nam styl głównych bohaterek wczesnych filmów Woody’ego Allena. Jak Diane Keaton i jej męski szyk w ultrakobiecej wersji jako Annie Hall. Dopasujmy płaszcz do codziennego stroju i poczujmy się jak prawdziwa boho dziewczyny – prosto z manhattanu lat 70′

Płaszcze w trzech kolorach znajdziesz w zakładce „sklep”

Marta Greber

Martę poznałam przez… Instagram. Urzekły mnie urywki codzienności jakie pokazuje na swoim blogu. Proste, piękne i przyjemne chwilę, na które tak często nie znajdujemy czasu w biegu między pracą o domem. Przypadek pchnął nas ku sobie i spotkałyśmy się w Lizbonie. Marta z maleńką Mią i mężem spędzała wiosnę właśnie tam, a my postanowiłyśmy wyjść słońcu na przeciw w miejscu, gdzie pojawia się najwcześniej. Marta z wykształcenia jest prawnikiem, ale serce zdecydowało, że w życiu zajmie się czymś innym. Kilka lat temu wyjechała z Polski, żeby zamieszkać Sydney, a po kilku latach trafiła do Berlina, który teraz jest jej domem. Prowadzi blog http://whatshouldieatforbreakfasttoday.com i koniecznie zerknijcie tam zaraz, żeby zobaczyć jakimi chwilami i smakami dzieli się ze światem. Zaraża uśmiechem jak mało kto, jest ciekawa świata i ludzi, ciągle zadaję pytania i naprawdę czeka na odpowiedź. Moi mili..poznajcie Martę Greber

zdj. Paulina Pajka

Jump to interview

Czemu śniadania?

Bo lubię poranki. A tak na prawdę, bo to ta część dnia, na którą mam (lub miałam w czasach przed Mią) wpływ i którą mogę zaplanować. Zazwyczaj to właśnie poranki możemy z Tomaszem wspólnie spędzić, a później już nic nie wiadomo. On może pracować lub ja, może się okazać, że gdzieś trzeba biec.

Jak wygląda Twój dzień?

Obecnie życie pomiędzy karmieniami. Uczę się nadal Mii, chociaż wiem mniej więcej kiedy nadchodzi pora jej drzemki i wtedy mogę zrobić coś konkretnego. Ale śniadania nadal są. Dziewczyna chyba wie, że z tym nie może walczyć, grzecznie siedzi w swoim siedzeniu i z tolerancją obserwuje moje poczynani. Gorzej jest, gdy przychodzi pora na robienie zdjęć, bo cierpliwość Mii się wtedy zazwyczaj wyczerpuje. Potem kilka godzin poza domem, chodzenie po mieście, tu się dużo nie zmieniło. A wieczorem padam na łóżko i liczę, że Mia będzie spała i spała i spała.

-Zanim powstał blog kulinarny, dzieliłaś się z czytelnikami wrażeniami z podróży… Jakie są dalsze losy http://goldentimesnewwoman.com?

To ciężkie pytanie, kilka lat pisałam tego bloga i zwyczajnie go lubię. Z tym, że nie do końca mam na niego czas. Od ostatniego wpisu dużo się wydarzyło – Japonia, Berlin, narodziny Mii, Portugalia… czekają cierpliwie na odpowiedni moment. Mam nadzieję, że się doczekają, bo kiedyś posadzę Mię przed komputerem i powiem “czytaj”. Często wracam do tego bloga, to ciekawy kawałek mojego życia i mam nadzieje, że będzie tam jeszcze wiele wpisów.

Mieszkasz na stałe w Berlinie, ale ciągle podróżujesz. Od kilku miesięcy towarzyszy Ci maleńka Mia. Jak to teraz wygląda?

Zdecydowanie jestem bardziej zorganizowana. Poza tym muszę pamiętać o niezbędnikach, czyli komplecie do przewijania, moich piersiach i secie ubrań na zmianę dla Mijki i mogę spędzać całe dni na mieście. Kiedyś nie potrzebowałam nic planować, wystarczyło, że błądziłam, w ten sposób znajdowałam najciekawsze rzeczy. Teraz o określonej porze (karmienia) powinnam się znaleźć gdzieś, gdzie Mia może przystąpić do akcji. W Portugalii było to wyjątkowo łatwe, siadałam na schodach i już. W Berlinie przy niskich temperaturach jest czasem bardziej skomplikowanie. Także siedzenie w kawiarniach skróciło się czasowo, bo jak Mia nie ma na to ochoty, to i ja nie posiedzę. Zmieniło się podejście do sposobu podróżowania. Kiedyś korzystałam z Couch surfingu i było mi wszystko jedno gdzie śpię, bo i tak nie spędzałam w tym miejscu dużo czasu, wybierałam najtańsze środki transportu, odwiedzałam ekstremalne miejsca. Teraz istotne są warunki, bo Mia. Lizbona to było tak na prawdę pierwsze doświadczenie, ale spisuję je na plus.

Co myślisz o Lizbonie?

Zjawiskowe miasto, każdy zakamarek kryje coś ciekawego, niezwykłego. Jedyne co może nie do końca mi podeszło to kultura kawy, bo osobiście nie piję espresso. Ach i czemu kawiarnie otwierają od 10-11, kiedy kawa dobrze smakuje i o 6 rano.

Jak czułaś się w roli Boho Girl?

Wspaniale! Ubrania były piękne, Małgosia pozwoliła mi odetchnąć i przejęła Mię, zaś z Pajką tak mi się miło rozmawiało, że nie wiedziałam kiedy robi zdjęcia. Myślę, że każda dziewczyna miała takie marzenie, by stać się modelką na jeden dzień. Moje się spełniło. Dodatkowo doświadczenie tego w Lizbonie dodało wszystkiemu smaczku, a ponieważ jesteśmy w tym mieście totalnie anonimowe, całemu zdarzeniu towarzyszył całkowity relaks.

Jaki opisałabyś swój styl? Czego nigdy byś nie założyła?

Nie mam pojęcia czego bym nie założyła, nic nie przychodzi na myśl. Nacodzień mieszkam w Berlinie, a tu wszystko jest dozwolone, włącznie ze spacerem w piżamie do supermarketu. Mój styl bardzo się zmienił na przełomie lat. Kiedyś szpilki i kostiumy, teraz wygodne buty i głównie spodnie. Często chodzę w ubraniach Tomasza (chłopak na dobry gust) i lubię minimalizm. Chociaż dodam od czasu do czasu i szalony element.

Czy masz jakieś urodowe rytuały?

Dbam bardzo o zęby, codziennie nitkuję, to ponoć inwestycja w przyszłość. I używam co wieczór Midnight Recovery Oil Kiehlsa – cudowny płyn. To by było na tyle.

Malwina Konopacka

Malwina Konopacka jest ilustratorką i projektantką. Znamy ją ze współpracy z takimi tytaułami jak Elle, Bluszcz, Kikimora, Zwykłe Życie,Dwutygodnik, Machina, Podróże, Gaga, Architektura, Przekrój. Od dziś kojarzymy z różem nakładanym na policzki o świcie i zapachem. Przyczytajcie jak łączy twórczą pracę z wychowaniem Anielki i gdzie można zobaczyć jej najnowszą wystawę.

Przeczytaj wywiad

Jak wygląda Twój dzień?

Wstaję rano i od razu nakładam róż na policzki :) Właczam radio i siadam z córeczką do śniadania. Szybko ukręcam dwudaniowy obiad, odprowadzam Anielke do dzieci i wracam do domu lub jadę do pracowni. Mam 6 godzin na pracę, więc staram się to wykorzystac. Po południu spędzamy razem czas – odwiedzamy przyjaciół, idziemy na spacer, coś zjeść – różn atrakcje, w zależności od humoru. Przychodzi wieczór, kładę spać dziecko i zasiadam do komputera lub innych romantycznych czynności.

Jak łączysz pracę z macierzyństwem. Masz jakieś tajne sposoby?

​Staram się rozgraniczyć czas pracy od czasu z Anielką. Nie otwieram komputera przy niej, chcę żeby miała poczucie, że spędzamy czas na 100%. Czasami czuje stres, ze mam mnóstwo pracy i zamiast to robić buduję wieże z duplo, ale to jest jej czas więc staram się wyluzować. Czasami jak mam coś pilnego do narysowania, to siedzimy i rysujemy razem. To jest bardzo miłe, obydwie jesteśmy wtedy zadowolone. ​

Co najbardziej Cie zaskoczyło gdy zostałaś mamą?

Przede wszystkim wspaniała miłość i wielka radość, która właśnie pozwala ​wykrzesać więcej cierpliwości i spokoju w sytuacjach, które normalnie były by trudne. Zaskoczyła mnie też rozciągliwość czasu – udaje mi się pracować, bawić się z Anielką i wszystko to pogodzić. Wielka frajda.

Ukończyłaś ASP w Warszawie i UdK w Berlinie. Jak mieszkało Ci się w Niemczech?

Bardzo dobrze wspominam ten czas. Był niezwykle inspirujacy, inny sposób mylśenia o sztuce, robieniu rzeczy, decyzjach. Po powrocie z Berlina wyklarowało mi się czym się chcę dokładnie zajmować. Bardzo mi to otworzyło głowę. Dało taki luz i przekonanie co chcę robić dalej.

Jakie są Twoje ulubione miejsca w Warszawie? Czy chciałabyś czasem z niej uciec?

Mieszkam na Żoliborzu i lubię tu spedzać czas. Spacerować. Jeść. Pić kawę. Nieustająco wybieram sie w Bieszczady do Chaty Wędrowca – przepięknego miejsca, które narazie znam tylko ze zdjęć, a dla którego od 2 lat projektuję wszystko: od identyfikacji, poprzez szklanki, gadżety, ceramikę. Jak tylko domknę wystawę (12.03 Pies czy Suka, wystawa wazonów i ilustracji) to wsiadam w samochód i jadę.​

Opisz swój styl. Co lubisz najbardziej, a czego nigdy byś nie założyła.

Zawsze miałam bardzo wyrazisty styl, teraz trochę się to zmieniło. Mniej wygłupów. Kwiaty i inne poszly w odstawkę, ale mam chyba w sobie coś retro, bo nawet w new balansach wyglądam retro właśnie. Lubię bawić się strojami. Uwielbiam buty, nakrycia głowy i zawsze mam róż na policzkach. Często robię porządki w szafie i oddaję ubrania dalej, ale mam kilka klasyków których nie oddam, takich jak trencz burberry, oficerski płaszcz Ives Saint Laurent, czy wężowe szpilki Bally. Słabo wyglądam w oversizach, więc siłą rzeczy noszę klasyczne, kobiece stroje. Lubię kupować ubrania u polskich projektantow. Cenie bardzo Justyne Chrabelską, Anie Kuczyńską, Zosie Chylak, Kaskaas, czy piękną bieliznę Petit Trout.

Czy masz jakieś urodowe rytuały? Jak dbasz o siebie? Jakich kosmetyków używasz?

​Staram się ograniczać ilość ko​smetyków, więc krem / olej kokosowy / arganowy koniecznie, potem puder perłowy Guerlain, obowiązkowo róż – ostatnio w kremie (z GaliLu). Lubię też umalować wydłużoną kreske eyelinerem, czy czerwone usta (matowa, czerwona szminka Mac). Mam też puder, ktory jest dla mnie takim dekadenckim symbolem dobrobytu – dostałam od przyjaciółki Vol de Nuit, czyli we flakonie jak na perfumy, połyskujaca, pachnąca mgiełka. Zapach był stworzony dla Antoine de Saint-Exupéry. Coś bez czego z całą pewnością można przeżyć, ale sprawia wielką przyjemność.

Jakiej wystawy nie należy sobie odpuścić w tym roku?

Na pewno Wróblewski w MSN! To obowiązkowo. Polecam tez wystawe „Lifting the Curtain. Central European Networks.” Pierwsza odsłona wystawy miała miejsce w ramach 14. Międzynarodowej Wystawy Architektury – La Biennale di Venezia w 2014 roku. Wystawę będzie można zobaczyć w tym roku w Wiedniu, w Belgradzie i w Zagrzebiu (kwiecień- lipiec 2015).Wystawa opisuje rolę środkowoeuropejskich sieci architektonicznych w ciągu XX wieku. Pozycjonuje osiągnięcia polskiej architektury i teorii architektury wśród najważniejszych ośrodków architekury środkowoeuropejskiej. Ukazuje wzajemne relacje i pozycję środkowoeuropejskich sieci architektonicznych w rozwoju architektury światowej. I zapraszam też na moją wystawe wazonów i ilustracji w Pies czy Suka​, od 12.-3 – 15.04. Z całą pewnością sią na nią wybiorą, i zapraszam Was rownież.

Kamila Szczypior

Z Kamilą nie znamy się zbyt długo, choć niewątpilwie łączy nas sentyment do Krakowa. Gdy planowałyśmy nasze zdjęcia, na wstępie zaznaczyła: „ale ja jestem tylko zwykłą dziewczyną”. Odpowiedziałam, że tylko takie mnie interesują. Skromna ale niezywkle kreatywna, poszukująca w ludziach i otaczających ją przedmiotach inspiracji. Scenografka i założycielka marki Kaiko. Naturalnie piekna, o cudownej osobowości -Kamila Szczypior.

Jak wygląda Twój dzień?

Każdy dzień różni się od poprzedniego. Lubię rano pospać, więc mój dzień zaczyna się około 8, 9. Jeśli mam tego dnia dzień pracy wstaję wcześniej, ale bez przesady. Wypijam filiżankę kawy, a gdy jestem w domu na śniadanie przygotowuję owsiankę. Do tego siemię lniane, rodzynki, migdały i banan. Uwielbiam też jeść śniadanie z bliskimi. Omlet na słodko albo serwowane przeze mnie jajka w koszulkach. Nie lubię jadać sama, kiedyś nie zwracałam na to uwagi, dziś to dla mnie bardzo ważne. Kocham spotykać się z ludźmi. Jeśli zdarza się, że nie mam czasu spotkać się z przyjaciółką, siostrą, koleżanką to dzień uważam za stracony. Już przed śniadaniem zaczynam wysyłać wiadomości. Nawet po ciężkim dniu wychodzę spotkać się z kimś lub pobyć w zaprzyjaźnionej knajpce, gdzie zawsze z kimś można porozmawiać. Dziś kiedy mam dzień wolny, ranek przywitałam kawą. Spotkałam się z przyjaciółką później z Klientką. Wracając przeszłam przez Stary Kleparz gdzie zaopatruję się w warzywa. Odwiedziłam znajomą i… ciuchland. Popołudnie spędziłam w ukochanej kuchni, doglądając zupy i nadrabiając zaległości mailowe. Spotkałam się z siostrą a wracając nadrabiałam zaległości rodzinne długą rozmową przez telefon. Uwielbiam spotkania ze znajomymi, ale uwielbiam również mój dom. Świadomie dobieram elementy tworzące własny skrawek świata na ziemi i sama w nim wiele robię…od mycia podłogi po zrobienie mebli w kuchni, wyczyszczenie blatu ze starych desek czy nałożenie zaprawy na ścianę. Są wiec takie dni, że nie wychodzę z domu i biorę piłę do drewna. Czasem muszę coś zbudować, zrobić, poprawić. Z czasem na robienie albumów różnie bywa. Lubię pracować w ciszy i spokoju, więc często zabieram się po 21 i pracuję do 2-3 w nocy, innym razem pracuję cały dzień. Systematyczność to nie jest moja mocna strona.

Gdzie wypoczywasz, a gdzie pracujesz?

Wypoczywam w domu. W domu rodzinnym w Czarnym Lesie i w moim domu, w Krakowie. Najlepiej gdy mogę rano poleniuchować. Wakacje lubię spędzać w Krakowie, znajdując chwilę na poleżenie nad wodą, jazdę na rowerze i wieczorne spotkania przy winie. Jeśli mam szansę wyjechać gdzieś za granice to z niej korzystam. Z pracą jest trochę inaczej. Albumy dla KAIKO wykonuję w domu, ale nie jest to jedyne moje zajęcie. Staram się być otwarta na propozycje, wykonując rzeczy od sprzedaży w sklepie po prace scenograficzne. Kiedyś pracowałam od – do i już wiem, że tego nie chcę.

Jak wygląda i ile zajmuje proces stworzenia albumu?

Bardzo ważna jest dla mnie harmonia. Jeśli nie mam porządku wokół siebie, źle mi się pracuje. Każdy album schowany jest w wykonanym przeze mnie w futerale, składa się zatem z dwóch odrębnych elementów. Futerał wykonuję z bardzo dobrej jakości płótna lnianego introligatorskiego, tak aby mógł ochronić album ze zwykłego materiału. Materiały, z których jest robiony album pochodzą z recyklingu. Lubię nadawać inne znaczenie rzeczom, które już straciły swój urok. Mamy futerał z okienkiem, w którym jest dedykacja np. „Album ślubny Kasi i Staszka”, w środku album skręcany na śruby, wewnątrz kartki przełożone półpergaminem. Każdy album to cierpliwość. Nie używam maszyn introligatorskich, więc prasę introligatorską zastępuje mi płyta marmurowa, gilotyna introligatorska to nożyk w mojej dłoni i linijka. Wymaga to cierpliwości i czasu, tak więc zrobienie albumu to minimum 2 dni, z poprawką na porządne leżakowanie albumu. Nie da się wszystkiego zrobić od razu – za jednym zamachem – gdyż warstwy muszą być przyklejane w odpowiedniej kolejności a potem ugniatane. Dziele zrobienie album na 3 etapy: pierwszy – futerał, drugi – oprawa, trzeci – karty na zdjęcia. Każdy etap zajmuje tyle samo czasu.Wszystko musi mieć czas na porządne ugniatanie i schnięcie. Nagrodą jest radość na twarzy i niedowierzanie, że „to takie piękne” powtórzone kilka razy przez Klientów. Mam nadzieję, że dzięki KAIKO zdjęcia zaczną wychodzić z dysków komputerów i będą selekcjonowane na najcudowniejsze, a te zapełnią karty albumu. Moja siostra powiedziała: ” Kaiko – analogowe foldery do przechowywania wspomnień”

Jak opisałabyś swój styl? Co najbardziej lubisz w swojej szafie, czego nigdy byś nie założył

Czasem wydaję mi się że nie mam stylu. Podążam za nastrojem. Staram się z każdej rzeczy wyciągnąć coś swojego, coś innego, coś nowego. Z czasów kiedy to ubrania przejmowało się po starszym rodzeństwie pamiętam spodnie dżinsowe – crosy – czekałam 3 lata, by je mieć, i pamiętam dzień, w którym to nastało…co to była za radość. To ważny element mojego stylu. Potem było liceum i cudowny, jedyny w Częstochowie ciuchland do którego uciekałam na długiej przerwie. W tym czasie odkryłam różnorodność i pokochałam tworzyć własne ja, wyrażając się przez ciuchy. Pytanie drugie – najbardziej w swojej szafie uwielbiam dżinsy oversize BOHO…szczerze, z ręką na sercu…nie potrafiłabym funkcjonować bez tego cuda w mojej szafie. No przepraszam was wszystkich, ale to najszczersza prawda…kocham spodnie BOHO. Zakładam wszystko co mam w szafie, zawsze się znajdzie odpowiednia okazja. KIedyś myślałam, że nie założę nigdy spodni z wysokim stanem z lat 90….teraz za nimi tęsknię, bo pożyczyłam przyjaciółce.

W swojej szafie masz kila ubrań Boho, które z nich jest Twoim ulubionym?

Tak jak wspomniałam nie potrafiłabym żyć bez dżinsów oversize BOHO. Mam 3 bluzy, cudowną pomarańczową sukienkę na lato, spodnie oversize z wzorzystych tkanin, eleganckie spodnie na gumce, cudowne szerokie spodnie w kwiaty przenoszą mnie do letnich upalnych roztańczonych wieczorów. Jest jeszcze mnóstwo rzeczy, których sobie podarować nie mogę, jak np. bluzki z długim rękawem i guziczkami na plecach.

Jak dbasz o urodę? Masz ulubione kosmetyki i rytuały?

Staram się używać wszystkiego mało. Lubię siebie pomalowaną, ale nie za bardzo. Im mniej tym lepiej, ale mam na tyle odwagi by pomalować usta na ognistą czerwień. Olejek arganowy stoi zawsze koło mojego łóżka. Mydło wybieram to w kostce – często szare, Jeśli nie zapomnę to używam balsamu. Szampon wzmacniający ze skrzypu polnego, mgiełka na włosy. Kiedyś miałam dużo kosmetyków, do wszystkiego z osobna, teraz to minimalizuje. Dorastam do zapachów, myślę, że niedługo znajdę coś swojego.

Gdybyś nie robiła albumów co wypełniałoby Twój dzień?

Pierwszy album KAIKO powstał w 2010 r. W międzyczasie byłam kierownikiem produkcji, grafikiem komputerowym, budowałam kanapy z trawy, wykonywałam rekwizyty, koordynowałam montaż mebli, nalewałam płyn do robienia baniek mydlanych,scenografie pokazów. Mam za sobą przeprowadzkę z Krakowa do Poznania i z powrotem. Chyba 4 przeprowadzki w samym Krakowie…zawsze się coś dzieje, zawsze jest coś do zrobienia. Wierzę, że znalazłabym coś co byłoby moje. Teraz przychodzi mi na myśl, że robiłabym meble z drewna, może bym wykonywała remonty starych mieszkań. Nie wiem, ale coś bym robiła, z nadzieją, że to ulepszy skrawek świata i poprawi chodź jednej osobie humor. Lubię odnawiać to co inni uważają za nieprzydatne. Lubię wykrzesać z niepotrzebnych rzeczy piękno, które widzę.

Zapraszamy na stronę Kamili z albumami KAIKO https://www.facebook.com/kaikoalbumy

Malgosia Bochenek

Nie wyobrażam sobie cyklu “Boho people” bez osoby, której postać i życie jest kwintesencją tego wyrażenia… Z Małgosią, jak zwykle, spotkałyśmy się w miłych okolicznościach, tym razem nie w Krakowie, a w Borach, w Jaworznie, gdzie nie dość, że prawdopodobnie czas się zatrzymał, to przy babcinym stole i na kocu w ogrodzie, wreszcie miałyśmy okazję wygadać się za wszystkie czasy i uwiecznić na zdjęciach cudne chwile tamtego dnia.

[

Jak wygląda dzień z życia Boho Lady, ale i Boho Mamy dwóch małych urwisów?

Dni są bardzo podobne do siebie, bo musiałam wypracować sobie schemat. Wstaję ok 7ej rano staram się nakarmić wszystkich domowników i przygotowuję biegiem dzieci i siebie do wyjścia. Zaprowadzam starszego synka do przedszkola, a młodszy zostaje z nianią. Mam dla siebie ok 4 godzin. Wszystkie zadania próbuję skumulować w tym czasie, żeby jak najmniej pracować po powrocie do domu. Niestety nie jestem zmotoryzowana, więc czasu mam tym mniej. Nie rozstaję się z iphonem i zaraz po wyjściu z przedszkola, w taksówce lub tramwaju zaczynam swój dzień pracy. Odpisuję na maila, ustalam spotkania, domykam problemy dnia poprzedniego. Ciężko jest mi pracować z domu więc każdego dnia organizuję sobie tymczasowe „biuro” w swojej ukochanej kawiarni na rynku. Przy białej kawie i kawałku ciasta otwieram komputer i działam dalej. Wszystkie rzeczy załatwiam zdalnie, a operacyjne działania oddelegowuje pomocnym duszom. Moja praca to głownie kontakt z ludźmi. Maile,spotkania, telefony. Dużo czasu pochłania też produkcja. Nie działam sezonowo, więc właściwie cały czas wybieram tkaniny, czuwam nad produkcją i oragnizuję promocję (sesję itp). Czasu mało, a zadań dużo, ale dzieci pomagają zorganizować sobie dzień. Na szczęście pracuję z ludźmi którzy bardzo rozumieją moją estetykę i styl pracy. Nie jestem perfekcjonistką, działam spontanicznie i kieruję się intuicją. Po powrocie do domu, większość dnia zajmuje jednak dbanie o dom i rodzinę. Wtedy zwalniam tempo i jestem tylko mamą. Choć nie jest to łatwe po 16 staram się w ogolę nie zajmować pracą.

Pewnie nie jedna Twoja Klientka chciałaby spytać skąd idea Boho i jak narodziła się marka, jak dojrzewała?

Marka powstała trochę przypadkiem, a trochę jako jedyna dla mnie droga. Mogłabym na przykład mieć mała piekarnie albo prowadzić pensjonat, ale na pewno prowadziłabym własny biznes i na pewno proponowałabym taką samą estetykę. Uczułam się wszystkiego na własnych błedach i sukcesach. Marka dojrzewała w sposób organiczny, mało planowałam bo ufam intuicji. Boho powstało w idealnym momencie, kiedy internet robił świetną robotę i pomagał się promować.

Z czego czerpiesz inspiracje, co Cię stymuluje do działania?

Inspirację czerpię ze wszystkiego. Pewnie każda osoba ktorą spotkam, każdy dźwięk jaki usłyszę, kształt i kolor jaki zobaczę mają wpływ na efekt końcowy mojej pracy. Na pewno największy wpływ ma mnie natura. Każdą wolną chwilę spędzam na świeżym powietrzu a to mnie uspokaja i pozwala oczyścić umysł.

W dobie wielkiej migracji wielu lokalnych artystów do stolicy, Ty nadal mieszkasz w Krakowie, tutaj też mieści się siedziba Boho ­ co takiego wiąże Cię z tym miastem?

Przyjechałam tu osiem lat temu na studia, miałam zostać inżynierem. Studiów nie skończyłam, ale zakochałam się i nie potrafiłam już mieszkać gdzie indziej. Próbowałam osiedlić się w różnych miejscach, ale zawsze tęskniłam do Krakowa. Mieszkałam w Warszawie pół roku, jeszcze zanim powstało Boho, ale w każdy weekend wracałam na południe. Jestem z Jaworzna a to 60 km stąd. Mimo, że jestem energiczna i pracowita uwielbiam tempo Krakowa. Wiem, że w każdej chwili mogę się zatrzymać i chłonąć spokój drzemiący w tym mieście. Czas płynie tu na prawdę wolniej. Lubię luz mieszkańców i ich nienadążanie za trendami, pomaga mi to zachować dystans do swojej pracy. Nie wiem, czy Kraków ostateczny przystanek, ale bardzo go lubię

Poprzez swoją markę promujesz kobiecy, ale jednocześnie luźny styl ­ jak sama lubisz się ubierać, czego nie założyłabyś nigdy?

Mam ukochane trzy sylwetki. Latem to krótkie kwiatowe sukienki zestawione z ciężkimi butami. Wiosną i jesienią bardzo luźne jeasny o męskim kroju i t shirtem, a zimą obcisłe spodnie i gruby sweter. Są rzeczy, których nigdy mi za wiele. Podkoszulki z prążkowanej tkaniny, klasyczne ogrodniczki, sukienki z lat 90 w drobne kwiatki, spodnie oversize i swetry z grubej wełny. Zanim zostałam mamą częściej nosiłam buty na koturnie, teraz jestem do bólu praktyczna i ciągle w biegu, więc buty muszą być wygodne. Moda na ortopedyczne birkenstocki uratowała moją modową twarz. Nie lubię sztucznych tkanin i tandety. Wolę kupować w ciuchlandzie niż w galeriach handlowych. Noszę dużo swoich projektów, każdy wzór tworzę z myślą o sobie.

Jak dbasz o urodę na co dzień? Masz swoje ulubione kosmetyki, zapachy, miejsca w których kupujesz?

Kupuję w biegu, bardzo mało w zasadzie tylko szampon i odżywkę. Mimo ciągłego farbowania mam dosyć zdrowe, gęste włosy. Olejek arganowy kupuję w pobliskim małyam sklepiku. Do ciała używam albo olejku albo oliwki dla dzieci. Do rąk używam kremu tylko w zimie, ale zauważyłam, że im mniej w siebie wklepuję tym mniej moje ciało tego potrzebuję. Od zawsze kocham perfumy i z każdym zapachem zostaję na bardzo długo. Od kilku lat mój zapach to Molekuły. Czasem mieszam je z olejkiem eterycznym albo innymi perfumami. Maluję się bardzo delikatnie, ale lubię mocno malować usta i paznokcie.

Jak określiłabyś nadchodzący sezon w modzie, co sama z niego zaczerpniesz?

Spełnienie marzeń sprzed kilku lat. Flejersy, kurtki wojskowe, męskie wielkie płaszcze i grube swetry. Będzie pięknie!

Nie-Zwykłe Życie Agaty Napiórskiej.

Kobieca w stu procentach – w środku chłopczyca, świetnie opowiada – jeszcze lepiej pisze, pasjonatka lokalności – eksploratorka krain niedostępnych.

Z Agatą spotkałam się tuż po jej powrocie z podróży do Gruzji – w ten pierwszy jesienny wieczór, z jeszcze świeżą opalenizną, w skąpym letnim stroju, popijając swój ulubiony cydr, z wypiekami na twarzy, opowiadała o przygodach, które tam przeżyła. I gdyby nie to, że następnego dnia byłyśmy umówione na zdjęcia, opowieściom nie byłoby końca – bo gdzie pojawia się Agata – tam splot zdarzeń tworzy osobliwe historie. Poznajcie Nie-Zwykłe Życie Agaty Napiórskiej.

Przeczytaj wywiad

Jak wygląda twój dzień? Jak pracujesz i jak odpoczywasz?

W tygodniu prowadzę dość regularny tryb życia. Wstaję o 6.30. Na śniadanie jem zawsze to samo, bo nie chce mi się rano zastanawiać. Czyli owsiankę. Pierwszą kawę piję w pracy. Do wydawnictwa mam kawał drogi. Jestem szczęściarą, bo kiedy nie chce mi się pedałować, pada deszcz lub jest już zima, kolega z pracy zgarnia mnie spod domu samochodem. Przez 40 minut jestem edukowana muzycznie z metalu, hc i punka. Tak zaczynam dzień. Potem pracuję i pracuję. Do 16. Potem w zasadzie najczęściej pracuję dalej, zmienia się tylko tło no i praca przy Zwykłym Życiu to już życie samo w sobie. Biuro ZŻ jest na mojej trasie, ale najczęściej i tak robimy wszystko zdalnie. Z dziewczynami z redakcji widzimy się parę razy w tygodniu. Bardzo ważny jest dla mnie sport, chociaż w tej materii już przegrałam życie, to jednak się nie poddaję. Dwa razy w tygodniu pływam i dwa razy trenuję muay thai. Poza tym to już pełna fantazja: kino, teatr, koncerty, spotkania towarzyskie i uczuciowe, wino, tańce i śpiew. Wieczorem czytam i słucham radia. W weekendy śpię do jakiejś 9, gotuję i nadrabiam różne zaległości. Często wyjeżdżam. Najlepiej odpoczywam na basenie. Podczas 40 pierwszych długości rozwiązuję problemy i konsultuję ze sobą swoje pomysły, a potem wyłącza mi się mózg i jest już tylko basen. Lubię też leżeć i czytać w wannie i ogólnie leżeć. Relaksuję się przy czynnościach mechanicznych typu prasowanie, pielenie grządek, krojenie warzyw lub układanie w szufladach. I na spacerze w lesie.

Opowiedz o swoim mieszkaniu i okolicy.

Mieszkam przy placu Hallera. Moje mieszkanie jest małe, jasne, dużo w nim roślin i książek. Lubię swoją kuchnię i to, że moja przyjaciółka z liceum mieszka w tym samym podwórzu i często mnie zaprasza na obiady, które gotuje jej mąż. Basen przy Namysłowskiej przypomina mi basen, na który w podstawówce chodziłam na SKS-y, znam tu wszystkie panie szatniarki, ratownicy służą poradami, a koniec pływania oznajmia dzwonek. Chodzę na targ, który mieści się na terenie dawnych odkrytych basenów. Jest tu właściwie wszystko, czego człowiek potrzebuje do życia: chemia niemiecka, piloty do telewizorów, szczeniaki z podrobionym rodowodem, warzywa i owoce. Lubię też wracać do domu pieszo przez most Śląsko-Dąbrowski. Lubię Nową Pragę i jej monumentalne budynki z piaskowca oraz to, że jest zielono.

Ulubione miejsca w Warszawie?

Szanuję to miasto w całości. A najbardziej lubię parki, mosty, pomniki i planetarium. Lubię też zwiedzać stare obiekty sportowe, lubię Halę Mirowską, spacery nad Wisłą, metro i Pałac Kultury.

Ulubione miejsca na świecie i idealne wakacje?

Dużo pracuję, muszę więc dla równowagi dużo odpoczywać. Na wakacjach, też dla równowagi, potrzebuję się sponiewierać. Podróżuję w stylu „biorę, co los da”. Zorganizowane wycieczki są nie dla mnie (chociaż w tym roku zaliczyłam obóz sportowy i to było ekstra). Nie rezerwuję noclegów, a trasa obmyśla się sama. Lubię poznawać nowe miejsca przypadkowo, korzystać z polecenia napotkanych ludzi, wysłuchiwać ich historii. Nie obchodzą mnie atrakcje turystyczne, do których trzeba stać w kolejkach. Wolę małe miasteczka, wsie i bezdroża, namiot, lasy, jeziora i rzeki. Kocham Grudziądz, to moje rodzinne miasto. Lubię Liverpool, bo wiążą się z nim miłe wspomnienia. Ostatnio byłam z bratem w gruzińskiej dziczy, to był wyjazd idealny. Z moim bratem można konie kraść, a dobry towarzysz wyjazdu to podstawa.

Jak powstał pomysł na Zwykłe Życie i jak wygląda praca nad magazynem?

Zwykłe Życie jest wspólną inicjatywą moją i Marty Mach – mojej przyjaciółki z dzieciństwa. Już w podstawówce dostawałyśmy wypieków na widok papieru i chciałyśmy mieć własne wydawnictwo, więc gdy po latach rozłąki spotkałyśmy się wreszcie w Warszawie, od razu zaczęłyśmy knuć i działać. Najpierw był blog, zerówka wyszła wyłącznie online, a drukujemy od dwóch lat. Ważnym momentem było dla nas nawiązanie współpracy z Olkiem Modzelewskim, bo kompletnie nie znamy się na projektowaniu. Praca wygląda tak, że ustanawiamy temat numeru plus zawsze trzonem jest rzemiosło, zlecamy teksty, edytoriale, ilustracje, zdjęcia do artykułów. Rysujemy szpigiel, dzielimy prace, ustalamy terminy. Wykształcił nam się taki podział, że Marta kontroluje zdjęcia i produkcję sesji, ja wszystkie teksty i ilustracje. Gosia Bartkowiak sprawuje pieczę nad reklamami. Gdy dostajemy materiał od autorów, po redakcji i korekcie i obróbce DTP, wszystko trafia do Olka. Dalej omawiamy już całość po składzie. Do stałego zespołu należą też Kasia Wójcik (PR i patronaty) oraz Gosia Kuśnierz (redakcja i korekta). Zwykłe Życie ukazuje się 3 razy w roku, ale to przecież nie tylko magazyn. W trybie dziennym prowadzimy naszą stronę internetową, często organizujemy śniadania, spotkania z rzemieślnikami i inne wydarzenia.

Od sześciu lat pracuję w Wydawnictwie Nasza Księgarnia. Na stałe piszę do magazynu Kikimora. Trochę też tłumaczę. Teraz bardzo fajną książkę – Daily rituals. How artists work. A wcześniej… pracowałam w wielu miejscach. Byłam już pokojówką, opiekunką, pracowałam w księgarni, w kawiarni, w sklepie ze słodyczami, domu dla chorych psychicznie, teatrze, myjni samochodowej. Pierwszy nielegalny biznes, który nie odniósł sukcesu, założyłyśmy z Martą, gdy miałyśmy po 13 lat. To było sprzątanie klatek schodowych. Doceniam wszystkie te doświadczenia. Nie znoszę siedzieć bezczynnie.

Jak opisałabyś swój styl, co najbardziej lubisz nosić?

Ja się okropnie męczę na zakupach, więc unikam ich jak mogę, ubrania kupuję przy tzw. okazji. Lubię proste formy i kolory. Stawiam na dobrą jakość, wygodę i funkcjonalność. Moja szafa jest dość monotonna. Mam mało ubrań, ale dużo butów. Najlepiej czuję się w koszulach, sukienkach, trampkach. Mam słabość do jedwabiu. Lubię prawdziwe rzeczy z historią: jak parka wojskowa to ze sklepu wojskowego, jak rękawiczki to od rękawicznika, jak pasek to od kaletniczki. Ulubioną krawcową – panią Żanetę mam w Grudziądzu. W Grudziądzu są też najfajniejsze lumpeksy. Nie noszę sztucznych materiałów, podróbek i wysokich obcasów. Z biżuterii przyzwyczaiłam się do złotego pierścionka i zegarka, który kiedyś dostałam od babci, a kaletniczka z Hożej 25 zrobiła mi do niego nowy pasek.

Jak dbasz o urodę, masz jakieś rytuały, ulubione kosmetyki, perfumy?

Trzymam się zasady, której nauczyła mnie mama: im mniej, tym lepiej. Nie farbuję włosów, używam jedynie szamponu z ziół syberyjskich. Lubię mydła w kostkach z różnych stron świata. Przywożę je z wakacji i dostaję od rodziny i znajomych. Dobry krem, płyn micelarny, olej arganowy i szczotki. Trzy lata temu szczotkarz z Poznańskiej wytłumaczył mi sens szczotkowania na sucho. To super masaż i pobudka. Makijaż robię od wielkiego dzwonu, ale jestem uzależniona od pomadki w kolorze ceglastej czerwieni od MAC. Od lat używam perfum Amber od L’occitane. Właśnie przestali je produkować, więc albo wykradnę im recepturę i sama je sobie odtworzę, albo będę pachniała już tylko chlorem z basenu.

Lektura na koniec lata?

Może „Baron drzewołaz” Italo Calvino? Lub jakiś reportaż, ja teraz czytam „Planetę Kaukaz” Góreckiego, a wcześniej „Bukareszt” Rejmer. No i Palahniuk, on jest dobry na każdą porę roku.

Marysia Przybyszewska

Marysia Przybyszewska jest z wykształcenia fotografem, pracowała m.in. z Lidią Popiel.

Życie jednak pisze swoje scenariusze. Maria zawsze uwielbiała gotować i gdy znajomi zadzwonili do niej z prośbą o pomoc przy otwieraniu knajpki, postanowiła spróbować. Sprawy potoczyły się szybko i za chwilę zaczyna staż w kultowej Nomie. Dziś współpracuje z magazynem Usta i Pewnego Razu Cafe. Co dwa tygodnie urządza tam autorskie śniadania wegańskie dla przyjaciół. Pajka odwiedziła ją z aparatem na jednym z takich śniadań oraz w Marysiowym mieszkaniu na Saskiej Kępie.

Jak wygląda Twój dzień?

To może opowiem o tym jak wygląda mój wolny dzień. Jestem śpiochem więc długo mi idzie zwlekanie się z łóżka, na szczęście mam psa Szajkę i to ona mnie motywuje do rannego wstawania. Długi spacer, zakupy na śniadanie na pobliskim bazarku, bo według przysłowia ‚Szewc bez butów chodzi’, często mam pustą lodówkę.Nadrabiam zaległości, czyli czytam przeróżne artykuły z moich ulubionych dodatków w Wyborczej, odpisuję na maile, takie zupełnie zwykłe rzeczy. Obowiązkowy jest obiad na mieście, Krowarzywa, Au Lac,Loving Hut, To Tu to moje najczęstsze wybory, bo jestem kompletnie uzależniona od tych miejsc. Uwielbiam kino więc jeśli jest coś dobrego na ekranie, to zazwyczaj tak kończę dzień.

Przygotowujesz śniadania dla przyjaciół w weekendy. Jak wyglądają przygotowania do takich spotkań i dlaczego w ogóle to robisz?


To są śniadania dla wszystkich, ale faktycznie przychodzi na nie dużo moich przyjaciół i znajomych, za co jestem im bardzo wdzięczna, uwielbiam wspólne jedzenie ogromny zastawiony stół, panującą przy nim atmosferę. Dużo ludzi się nie zna, ale siedząc przy jednym stole muszą się komunikować, chociażby prosząc o danie z jego drugiego końca. Lubię obserwować ludzi, to, jak się poznają, zgadują. Dla mnie to też doskonała okazja, żeby zobaczyć ludzi, których nie widuję za często i zamienić z każdym kilka słów.

Mieszkasz i działasz głównie w Warszawie? Co Ci się tu podoba? Jak opisałabyś współczesną Warszawę?


Urodziłam się i wychowałam w Warszawie a dokładnie na Saskiej Kępie, jestem bardzo związana z tym miastem, a jeszcze bardziej z moją dzielnicą, która jest przepiękna. Szczególnie lubię moment gdy zjeżdżam z hałaśliwego centrum na Kępę i nagle robi się cicho, to znaczy nie tak zupełnie bo to wciąż miasto, ale różnica jest powalająca. No i zieleń, aleje drzew, park Skaryszewski, działki na Międzynarodowej. Warszawa to miasto z piękną i smutną historią i za to je kocham. Jaka jest teraz? Nowoczesna,pełna ciekawych ludzi, nowych miejsc. Nie zdążysz się przyzwyczaić a już powstaje coś nowego.

Miejsce w domu w którym odpoczywasz i ładujesz baterię do działania? 


Oczywiście mój balkon, mikroprzestrzeń, na której udało mi się stworzyć ogródek i miejsce do leżenia. Dwie drewniane skrzynie i kawałek materaca. Pełnia szczęścia. W skrzyniach rosną przeróżne zioła, które wykorzystuję w kuchni. Poza tym naprawdę lubię swój pokój, drewniane meble, grubo tkany dywan, świeże kwiaty obowiązkowo i trochę gadżetów ale nie za dużo, wyrosłam już ze zbieractwa. ] Aha i kocham mojego filodendrona, którego czule nazywam monster. Ten kwiat podarowała mi Mama, po tym jak odratowała go gdy przemarzł, był całkiem niewielki a teraz zmienia doniczki na coraz większe.

Oczywiście mój balkon, mikroprzestrzeń na której udało mi się stworzyć ogródek i miejsce do leżenia. Dwie drewniane skrzynie i kawałek materaca. Pełnia szczęścia.

Miejsce na świecie gdzie wypoczywasz?


Wypoczywam tam gdzie są dobrzy ludzie, pyszne jedzenie, muzyka, wysoka temperatura, dużo zieleni. Kocham Mazury. Uspokaja mnie zapach lasu.

Podzielisz się z nami przepisem na ulubiony wakacyjny przysmak? 


Wakacje to bób smażony na maśle z czosnkiem i koperkiem, to koktajl z malin, jagód i porzeczek i młode ziemniaki z jajkiem i zsiadłym mlekiem.

Jak opisałabyś swój styl? Czego byś nigdy nie założyła?

Ciężko mi opisać mój styl, nawet hipster nie pasuje. Zwracam uwagę na modę i na to co się w niej dzieje, jestem wierna czerni i bardzo wąskim rurkom, ostatnio lubię wysoki stan z krótką górą, która odsłania brzuch. Noszę koszulki ulubionych zespołów, kupione podczas koncertów, trampki z grubą podeszwą. Bardziej nadążam za modą latem, w zimę parka NorthFace i ciepłe buty. Chciałabym móc chodzić boso. Nie założyłabym baskinki, butów sportowych na koturnie ( nawet Vans zrobił taki model,o zgrozo!!!), podróbki.

Czy masz jakieś urodowe rytuały i kosmetyki bez których trudno Ci się obejść?


Bardzo dbam o swoje włosy, hinduski olejek ziołowy Khadi, proteionowy szampon i odżywka Himalaya, siemię lniane. Zawsze śpię w warkoczu. Używam raczej niewielu kosmetyków, lekki podkład, dobry tusz, korektor pod oczy, róż do policzków, czasem przyciemniam brwi, no i oczywiście zalotka, ją zabrałabym nawet na bezludną wyspę.

Boho inspired by Alexandra Tolstoy

Alexandra Tolstoy to niezwykła postać. Podróżnik (przejechała konno sporą część Azji i Jedwabny Szlak), dziennikarka (dla BBC prowadziła serię programów Horse People with Alexandra Tolstoy) i w końcu matka trójki dzieci.

Pomysł na powstanie kolekcji zrodził się naturalnie, bo Alexandra była do tej pory naszą stała Klientką. Jej stylistka, Magdalena Kmieciak-Patrinou, jako entuzjastka Boho zaproponowała nam wspólny projekt. Kolekcja powstała w ścisłej współpracy między projektantką Małgosią Bochenek a Kmieciak-Patrinou. Pracowały zdalnie między Londynem a Krakowem, konsultując każdy szczegół tak, aby stworzyć serię ubrań, które Alexandra mogłaby nosić na co dzień.

Moda to wielka pasja Alexandry, a jej szafa to zbiór kreacji najlepszych projektantów świata. Cała seria musiała więc wpasować się w nurt nieco bardziej modowy niż do tej pory. Londyn, w którym na co dzień mieszka Alexandra, to miasto o charakterystycznym wielkomiejskim rytmie – i to też udało nam się pokazać.

Boho inspired by Alexandra Tolstoy Boho inspired by Alexandra Tolstoy Boho inspired by Alexandra Tolstoy

Całość balansuje między klasycznymi a luźnymi formami. I tak na przykład kobiecy garnitur uszyty jest z bawełnianego płótna i zestawiony z koronkowym body. Bomber jacket, znana z poprzednich kolekcji, tym razem została zaprezentowana w odsłonie z włoskiego żakardu z roślinnym ornamentem.

Nie mogło zabraknąć kwiatowych motywów, które nierozerwalnie kojarzą się z Boho, za to pojawiają się nieco inne fasony, tkaniny, a przede wszystkim zestawienia. Stałym elementem każdej kolekcji pozostaje niezmiennie nasz sztandarowy produkt, czyli Boho bluza.

Sesja wizerunkowa z Alexandrą powstała w jej londyńskim mieszkaniu, a jej autorem jest Piotr Kierat, który na stałe współpracuje z Boho.

Rzeczy dostępne będą w sprzedaży od 8 maja na stronie sklepu www.boho.lu

Kobiet codzienne rozmowy

Wieczór panieński – dziewczyny ubrane w jasne identyczne sukienki, siedzą na trawie, na głowach wianki, rozmawiają. Żadnych pluszowych uszu, różowych drinków i striptizerów. Jak to możliwe? Czary.

Kiedyś, dawno, dawno temu, kobiety uważano za najcenniejszą część społeczności, pilnie strzeżoną przed obcymi. To one piastowały tajemnice stanowiące o tożsamości danej grupy. Obchody, czary, rytuały – pod ich czujnym okiem dziewczynka stawała się kobietą, by następnie wydać na świat potomstwo i wychować je, wspólnie z innymi kobietami. Dzisiaj brzmi to egzotycznie, dzisiaj nie do pomyślenia – rozpleciny, oczepiny, obrzędy konopne, cuda-wianki i do tego jeszcze inne kobiety „wtrącające mi się w wychowanie dziecka”. Zapomnieliśmy już, jak to jest zapuścić korzenie w wielopokoleniowej „rodzinie”, z niezliczoną ilością ciotek, babek i wujków, w której każdy ma swoje miejsce, każdy ma swój głos.

Kiedyś, dawno, dawno temu, kobiety uważano za najcenniejszą część społeczności, pilnie strzeżoną przed obcymi. To one piastowały tajemnice stanowiące o tożsamości danej grupy.

Na staropolski wieczór panieński przychodziła starościna, przychodziły druhny, zbiegały się wszystkie panny z okolicy. Podczas tak zwanych „rózgowin” pieczono ciasta, wyplatano wianki i szykowano weselną rózgę. Rózgę, czyli gałęzie sosny, świerka bądź jałowca przybrane owocami, orzechami, wstążkami, przekazywano w dniu wesela staroście jako symbol jego godności. Przekrój wiekowy pań zaproszonych na wieczór wynosił od kilkunastu do stu lat, czyli dwieście procent kobiecości na sali. Bezcenna okazja, żeby zapytać te bardziej doświadczone o historie z pożycia, o sposoby na mężczyzn, o pikantne szczegóły w sypialni i słodkie przepisy w kuchni. Jakież to niedzisiejsze! A jakie ciekawe. Dziś bronimy się przed mieszaniem pokoleń, przed życiem w stadzie, przed słuchaniem.

Agata wymarzyła sobie, żeby jej wieczór panieński był nieco inny – plener i słońce, dużo kwiatów, rozmowy, fajne jedzenie – taka odświętna codzienność. Gdy zapytałam jedną z zaproszonych na imprezę dziewczyn, jaka idea przyświecała całości, odpowiedziała zwyczajnie: „chodziło po prostu o to, żeby było miło”. Wstrząsająco proste i wcale nie takie oczywiste. Czy kobiety są dla siebie miłe? „Nie za ciepło to dziecko ubrane?”, „Taki duży, a dalej w wózku!”, „Przytyłaś!”, „Schudłaś!”, „Źle wyglądasz…” – te komentarze znamy z przygodnych spotkań na ulicach. No chyba że, minie nas staruszka, naprawdę wiekowa, to zupełnie co innego. Podchodzi, na targu, w warzywniaku, zaczepia: „a ile, kochana, gotować te szparagi, żeby były miękkie?”, „pomogłabyś mi skarbeńku z tą torbą?”, „ależ się pani ładnie uśmiecha!”. To są czarownice, one pamiętają czasy, gdy siła kobiet wyrastała z grupy, gdy nie bały się prosić o przysługę lub radę innych kobiet. Dziś zdecydowanie chętniej ich udzielamy.

Agatka_M_W_IMG_0854_sm Agatka_M_W_IMG_0921_sm Agatka_M_W_IMG_0976_sm

Pomysły na oryginalne wieczory panieńskie pączkują – skoki na bungee, wspólna wizyta w salonie tatuażu, SPA i maseczki, szczęśliwie coraz częściej chodzi też o to, żeby po prostu było miło. Nie tylko od święta, ale i na co dzień. Dziewczyny trzymają się razem. Na razie w swoich przedziałach wiekowych, ale jeszcze jest tyle do zrobienia, tyle do odczarowania. Mówię Wam, te szparagi, te przysługi, te uśmiechy – naprawdę nie ma się czego bać!

Aleksandra Świerk

Agatka_M_W_IMG_1241_sm

Bluza Boho

Boho bluza przez ostatnie cztery lata znalazła swoje miejsce w wielu kobiecych szafach. Prosty, koszulowy krój wzbogacony o kieszenie i kaptur to uniform współczesnej, wielkomiejskiej hipiski. Może być noszona od rana do nocy, w zależności od stylizacji pasuje na niemal każdą okazję. Boho dziewczyny już nie raz pokazywały, że wyobraźnia w stylizacji nie ogranicza się tylko do najczęściej proponowanych przez nas zestawień z luźnymi spodniami czy ogrodniczkami.

DSC_7963 DSC_7981 DSC_8168

Efekt zawsze jest podobny. Nie pozostaniemy niezauważone nawet gdy założymy kaptur i włożymy ręce do kieszeni. Kwiatowy nadruk jest rozpoznawalny z daleka, a nasze Klientki porozumiewawczo wymieniają między sobą spojrzenia. Bo przecież Boho dziewczyn, takich jak Ty, jest wokół dużo. Może nią być farmaceutka w aptece, kelnerka w zaprzyjaźnionej kawiarni, menadżerka ukochanego zespołu i jego wokalistka.

Do tej pory stworzyliśmy ponad tysiąc unikalnych bluz. Każda z nich miała inny, niepowtarzalny wzór. Powędrowały do tysiąca różnych kobiet. Są wśród nich dziewczyny z korporacji, miejskie farmerki, podmiejskie poetki, artystki, aktorki, kierowniczki, księgowe, pisarki i pieśniarki… wymieniać można by było długo. Mianowników wspólnych mamy wiele, a jednym z nich jest świadomość tego co piękne i proste. Dlatego spotykamy się co sezon.

Do tej pory stworzyliśmy ponad tysiąc unikalnych bluz. Każda z nich miała inny, niepowtarzalny wzór.

W Boho wiele zmian tej wiosny. Dołączyły do nas nowe osoby, co nie tylko ułatwi nam pracę, ale też pozwoli zwiększyć produkcję. Do tej pory unikalne wzory bluz z trudem udawało się upolować. Od dziś każdy wzór dostępny będzie w krótkiej serii po kilka, kilkanaście sztuk. Czekamy na Wasze opinie i zapraszamy na zakupy do naszego nowego sklepu.